Tylko Małysz jeszcze walczy
Zawody na mamuciej skoczni w Planicy zakończy się sezon w skokach narciarskich. Rywalizacja z pewnością będzie interesująca, ale najważniejsze rozstrzygnięcie zapadło już wcześniej. Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata odbierze Fin Janne Ahonen. Za nim Norweg Roar Ljoekelsoey. Toczy się jeszcze tylko walka o trzecie miejsce na podium i małą Kryształową Kulę za punktację w lotach.
Faworytem do tego ostatniego trofeum jest Andreas Widhoelzl. Austriak prowadzi w tej klasyfikacji, a treningi oraz piątkowe kwalifikacje w Planicy pokazały, że jest w rewelacyjnej formie.
Widhoelzla spróbuje prześcignąć Adam Małysz. Ale polskia prezentuje słabszą dyspozycję. W serii kwalifikacyjnej uzyskał 205 m i zajął 21 miejsce. Małysz ma także szanse na trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej PŚ. Jednak z obecną formą będzie mu trudno o dobry wynik. Inna sprawa, że pozostali kandydaci do podium też skaczą słabiej. Martin Hoellwarth i Jakub Janda nie imponują, ale mają kilkanaście punktów przewagi nad naszym zawodnikiem. Liczy się jeszcze Matti Hautamaeki, który wygrał pięć ostatnich konkursów. W Planicy skacze jednak bez błysku.
Do konkursów awansowało 40 skoczków spośród 68, którzy przystąpili do rywalizacji. Kwalifikacje wyłoniły uczestników zarówno sobotnich jak i niedzielnych zawodów. Wojciech Skupień, Stefan Hula i Rafał Śliż spisali się gorzej niż źle. Trener Heinz Kuttin zabrał ich do Planicy, bo inni nie chcieli skakać na mamucie.
- To nie są żarty, tam można się poturbować. I ja, i Rutkowski nie czuliśmy się na siłach wystartować w Planicy - przyznał Marcin Bachleda.
- Nie mogłem w to uwierzyć. W przyszłym sezonie w kadrze zostaną zawodnicy, którzy chcą trenować i startować. Robert Mateja jest w słabej formie, Kamil Stoch ma mistrzostwa świata juniorów, ale zachowanie Bachledy i Rutkowskiego jest nie do przyjęcia - uważa Kuttin.