Arka w drodze po puchar
Podróż do Splitu rugbiści gdyńskiej Arki rozłożyli na dwa etapy. Po piętnastu godzinach jazdy non stop ich autokar zatrzymał się we Vronovie za Brnem. Choć w hotelowej ofercie kusił wieczór piwny i winny Komisarz (trener Dariusz Komisarczuk) zarządził prohibicję i trening na godz. 7 rano. W piątek gdyńskich rugbistów czeka pierwszy mecz finałowego turnieju o Puchar Europy.
Nikt nie protestował. Po kolacji zawodnicy udali się do swoich pokojów na spoczynek. Wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. ? Dość już mamy porażek. Pokonamy w pierwszym meczu Chorwatów (Nada Split) i zawalczymy z Niemcami o puchar - powiedział nam Łukasz Szostek ? obrońca Arki, która przegrała ostatni swój mecz ligowy z Budowlanymi Łódź i reprezentacji Polski, która poniosła klęskę w Madrycie z Hiszpanami. Po drodze w Łodzi gdynianie odebrali nowe niebiesko-żółte koszulki. Wśród licznych zdobiących je napisów z nazwami sponsorów umieścili pit bulle, aby pamiętali że na boisku mają być agresywni jak te groźne psy. W ekipie nie ma Siergieja Garkawego, który ma dołączyć dopiero w Zagrzebiu. Ukrainiec nie posiadał wizy tranzytowej i mógłby mieć kłopoty z przejazdem przez terytorium Austrii i Słowenii. Prezes Jerzy Zając zadecydował, że tą część podróży odbędzie samolotem.
W drodze rugbiści Arki oglądają na video mecze z udziałem zawodowych drużyn. Obejrzeli też film Ostatni Samuraj, który wzbudził w nich bojowy nastrój. Podczas kolacji nadeszła wiadomość o zwycięstwie koszykarek Lotosu w Schio. Arkowcy przyjęli ją z radością. ? To dobry znak. My również nie wrócimy z pustymi rękami ? odgrażali się.